Roadtrip Bałkany 2018 – pomysł i organizacja

Split, Chorwacja

Roadtrip Bałkany 2018 – pomysł i organizacja

1920 1080 Grzesiek Boczar

— I jakie kraje planujecie odwiedzić?
— Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Albanię, Macedonię, Kosowo i Serbię.
— … To chyba na 3 miesiące jedziecie, nie 3 tygodnie.

Pomysł na roadtrip i podstawowe informacje o podróży

Bałkański roadtrip zrodził się kilka miesięcy wcześniej w głowie Ani i ewoluował z “ej może pojedziemy na Bałkany” do małego projektu oraz realizacji zlecenia. Dlaczego daliśmy sobie jedynie 3 tygodnie na tak długą trasę, po tym równie ciekawym, co skomplikowanym regionie? Bo… tylko tyle mieliśmy 🙂

Postanowiliśmy użyć tej okoliczności na naszą korzyść. Zmieniając często kraje i intensywnie je poznając, trudno popaść w rutynę i łatwiej dostrzegać kontrasty między nimi. I tak podążaliśmy naszą drogą, jednego dnia słuchając opowieści Serbów o Kosowie, następnie wsłuchując się w historie Albańczyków o wspomnianym regionie, tylko po to, żeby kilka dni później samemu postawić stopy na ścieżkach tej jeszcze świeżej historii, której rany dalej się całkiem nie zagoiły.

Jak już wyżej wspomniałem, planowaliśmy odwiedzić Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Kosowo, Macedonię i Serbię. Ostatecznie dorzuciliśmy do puli północną Grecję, przez co nasz roadtrip zamknął się na 8 krajach (pomijając typowo tranzytowe Słowację oraz Węgry), 18 przekroczonych granicach (bo kto powiedział, że w każdym z krajów byliśmy tylko raz ;)), 5160 przejechanych kilometrach oraz 105 pokonanych pieszo.

Ten wpis ma na celu przybliżenie Wam charakteru naszego Bałkańskiego roadtripu oraz podzielenie się kilkoma szczegółami dotyczącymi jego organizacji. Jest on wstępem do serii artykułów dotyczących zarówno całych Bałkanów, poszczególnych krajów, jak i bałkańskich travel hacków. Jeśli już teraz macie ochotę poczytać co nieco o tym regionie, przeglądnijcie nasze relacje, które publikowaliśmy na bieżąco podczas podróży.

Plany kontra rzeczywistość

Chyba pierwszy raz opuściliśmy Polskę, bez precyzyjnie nakreślonego planu podróży. Wiedzieliśmy jedynie, jaką trasą jedziemy do Chorwacji oraz gdzie mniej więcej będziemy przebywać przez pierwsze 3 doby. Naszym orężem była nawigacja w telefonie, papierowy przewodnik w plecaku oraz mapa Google z zaznaczonymi 121 punktami, które odgrywały główną rolę przy podejmowaniu codziennych decyzji o obieranym kierunku. Mieliśmy głowy pełne pomysłów i wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć, cóż więcej mogło być nam potrzebne?

Walka z czasem

Czas moi drodzy, czas 🙂 Już na starcie złapaliśmy 4 godziny opóźnienia, zanim jeszcze opuściliśmy Kraków. Czas, jaki mieliśmy na spakowanie bagaży w dość szczegółowy sposób (o tym, jak najlepiej spakować się w taką podróż, napiszemy innym razem), okazał się szalenie niewystarczający. Ostatecznie, zamiast dobrze przemyślanego rozlokowania przedmiotów w bagażach, skończyło się na pełnym spontanie, który już prędko miał się na nas zemścić, ale nie uprzedzajmy faktów.

Miejsce na wagę złota

Jak się szybko okazało, nie tylko czasu nam brakło. Bardzo ograniczone miejsce w bagażniku szybko się skończyło i pojawił się problem z wielkogabarytowymi przedmiotami, jak jeden ze śpiworów oraz karimaty. To był pierwszy moment, w którym trzeba było szybko ugasić mały pożar, podsycany, już i tak dużym, opóźnieniem. Wyprawę rozpoczęliśmy więc od wizyty w Decathlonie i zaopatrzenia się na ostatnią chwilę w śpiwór i dwie (w teorii) samopompujące się maty. Cały ten zestaw zajmował mniej więcej tyle miejsca, co jedna karimata. Miniaturyzacja rządzi, a my wreszcie ruszyliśmy na południe.

Chaos w Chorwacji

Ktoś wspominał, że pakowanie i pośpiech nie przepadają za sobą? Spędzając pierwszą noc w Chorwacji pod namiotem okazało się, że wszystkie potrzebne nam rzeczy są rozsiane po całym bagażu i skompletowanie ich było trudniejsze, niż złapanie wszystkich Pokemonów 😉 Trzeba było zacisnąć zęby i szukać kolejnych przedmiotów w czeluściach bagażnika, a najszybciej jak się dało, naprawić swój błąd. To, czego nie zrobiliśmy w Polsce, zrobiliśmy w Chorwacji. Kompletnie przepakowaliśmy bagaże, grupując przedmioty tak, żeby np. wyciągnięcie jednej torby dostarczało wszystkich rzeczy potrzebnych podczas nocy spędzanej w samochodzie. Przygotowaliśmy również małe ściągi z informacjami, co znajduje się w danej torbie lub kosmetyczce. Rozwiązanie to udoskonalaliśmy przez całą resztę wyjazdu i sprawdzało się świetnie, więc przyjdzie czas, że i tymi wskazówkami się podzielimy 🙂

Trasa

Za punkt startowy naszej podróży obraliśmy monument Greeting to the Sun, zlokalizowany na północym wybrzeżu Chorwacji w mieście Zadar. Aby tam jednak dotrzeć, musieliśmy najpierw pokonać około 1050 km. Jako drogę tranzytową wybraliśmy przejazd przez zachodnią Słowację i Węgry, a następnie autostradą ku wybrzeżu Chorwacji. Wraz z dotarciem do Zadaru, w dalszej trasie raczej unikaliśmy autostrad, wybierając w zamian trasy widokowe. W efekcie nie brakowało chwil, w których myśleliśmy, że przebicie opon i urwanie wszystkiego, co w samochodzie urwać można, będzie najmniejszym złem, jakie może nas spotkać. Uznajemy to jednak za podatek od pięknych krajobrazów 😉

Poza dojazdem do Chorwacji oraz przejazdem przez ten nadmorski kraj, trasę na każdy kolejny dzień planowaliśmy wieczór wcześniej. Dawało to dużą swobodę w podejmowaniu decyzji, a gdy przychodziły chwile fizycznego zmęczenia naszym sprintem, mogliśmy zaplanować mniej męczącą trasę na kolejny dzień. Koniec końców doszliśmy do wniosku, że większy sens ma poruszanie się między wybranymi punktami na mapie niż odwiedzanie po kolei wszystkich miejsc w jednym kraju i przejazd do kolejnego. Ukształtowanie terenu na Półwyspie Bałkańskim też zachęcało do wybrania takiej ścieżki. Finalnie, nasza trasa przez Bałkany wyglądała następująco:

Polska 🇵🇱 -> Słowacja 🇸🇰 -> Węgry 🇭🇺 -> Chorwacja 🇭🇷 -> Bośnia i Hercegowina 🇧🇦 -> Serbia 🇷🇸 -> Czarnogóra 🇲🇪 -> Albania 🇦🇱 -> Kosowo 🇽🇰 -> Macedonia 🇲🇰 -> Albania 🇦🇱 -> Grecja 🇬🇷 -> Albania 🇦🇱 -> Czarnogóra 🇲🇪 -> Bośnia i Hercegowina 🇧🇦 -> Chorwacja 🇭🇷 -> Węgry 🇭🇺 -> Słowacja 🇸🇰 -> Polska 🇵🇱

Noclegi

Miejsce do spania można na Bałkanach zorganizować względnie niskim kosztem, choć w sezonie turystycznym jest to nieco utrudnione. Za wyjątek można uznać Chorwację, w której ceny przy wybrzeżu potrafią bardzo niemiło zaskoczyć. Z drugiej strony, Bałkany to kierunek przyjazny nocowaniu na dziko. Trudno więc oprzeć się pokusie spędzenia nocy bliżej przyrody, z dala od codziennego zgiełku. Warto jednak pamiętać, że nie we wszystkich krajach prawo na to pozwala, przynajmniej w teorii. O tych przepisach, polecanych (lub nie) noclegach czy szukaniu miejsca do spania na dziko, napiszemy osobny artykuł.

W zależności od miejsca, ochoty i potrzeby, żonglowaliśmy możliwościami noclegowymi, ostatecznie spędzając 9 nocy w samochodzie lub pod namiotem, a pozostałe pod nieco bardziej trwałym dachem 😉 Miejsca do spania na dziko mieliśmy wstępnie rozeznane jeszcze przed podróżą, ale szukaliśmy też innych, na bieżąco. Noclegi “w budynkach” rezerwowaliśmy zazwyczaj mniej niż 24 godziny przed przyjazdem. Zdarzyło się nawet znaleźć miejsce na kilkanaście minut przed zawitaniem w progach gospodarzy 😉 Korzystaliśmy z ofert last minute na Bookingu, które wyszukiwaliśmy korzystając z WiFi w różnych dziwnych miejscach, o czym już za chwilę.

Jak być on-line bez internet

Wyjeżdżając poza teren Unii Europejskiej wiedzieliśmy, że korzystanie z internetu mobilnego poprzez polskie karty SIM odpada, ze względu na bardzo duże koszty przesyłu danych. Wiedzieliśmy równocześnie, że planujemy dużo spać z dala od cywilizacji, więc nie możemy polegać tylko na WiFi w miejscach noclegu. Najrozsądniejszym sposobem wydawałoby się kupienie lokalnej karty SIM i korzystanie z tamtejszych pakietów internetu.

U nas nie zdałoby to egzaminu, ponieważ poruszaliśmy się po wielu krajach i koszty zakupu karty w każdym z nich, byłyby zbyt wysokie, żeby miało to sens. Równocześnie dostęp do internetu był nam niezbędny, ze względu na relacje, które chcieliśmy dla Was prowadzić na bieżąco. Wypracowaliśmy więc system, który pozwolił nam na odnalezienie się w tej sytuacji i spięcie wszystkich elementów w jedną, kompletną układankę.

Planowane opóźnienie

Kluczem do całości było małe przesunięcie czasowe (1-2 dni) w publikacji wpisu z danego dnia. Dzięki niemu mogliśmy nie mieć dostępu do sieci przez cały dzień, a i tak zachować regularność publikacji. Nadal wymagało to systematyczności w przygotowywaniu zdjęć oraz wpisów – nigdy nie wiedzieliśmy, kiedy uda nam się upolować internet 😉 W zachowaniu regularności, z pomocą przychodziła nam nasza codzienna checklista.

Codzienna checklista

Lista stałych, codziennych zadań, to kolejna rzecz, która powstała podczas podróży i bardzo usprawniła nam pracę. Bez zbędnego zastanawiania się, co wieczór realizowaliśmy kolejne punkty z listy:

  • Skopiować zdjęcia z kart pamięci (aparat i dron) na dysk
  • Sformatować karty pamięci
  • Napisać post na Facebook
  • Wybrać i obrobić zdjęcia
  • Uzupełnić dziennik podróży
  • Uzupełnić raport finansów
  • Przygotować zdjęcie, tekst i hashtagi na Instagram
  • Zaplanować Instagram Stories
  • Zaplanować kolejny dzień
  • Zmienić lokalizację w Odyseuszu (jeśli jest dostęp do internetu)
  • Naładować baterie do drona (jeśli jest dostęp do prądu)
  • Naładować baterie do aparatu (jeśli jest dostęp do prądu)
  • Naładować dysk (jeśli jest dostęp do prądu)
  • Naładować powerbanki (jeśli jest dostęp do prądu)

Trochę technikaliów

Na Bałkany pojechaliśmy bez komputerów z założeniem, że telefony pozwolą na zrobienie wszystkiego, co będzie nam potrzebne. Potencjalnym problemem było zarządzanie zdjęciami, których nie robiliśmy telefonem, tylko aparatem i dronem. Problematyczne było samo przesyłanie plików z urządzenia na urządzenie oraz powiązane z tym, szybkie zapełnianie się dostępnego miejsca na kartach pamięci i w telefonie.

Jako rozwiązanie problemu, do rodziny naszych podróżniczych sprzętów dołączył dysk przenośny WD My Passport Wireless Pro. Zdjęcia kopiowaliśmy na niego bezpośrednio z kart pamięci aparatu i drona – po wsunięciu karty do złącza w dysku, kopiowały się one automatycznie. Kolejnym krokiem było połączenie się z dyskiem przez jego WiFi i odczyt oraz selekcja zdjęć na telefonie.

Odnośnik prowadzący do dysku jest linkiem afiliacyjnym, więc Wasze kliknięcie = kilka groszy w naszej kieszeni. Nie będziemy Was zasypywać takimi linkami – polecamy tylko to, z czego sami korzystamy i uważamy za naprawdę wartościowe.

Wybrane zdjęcia poddawaliśmy lekkiej obróbce przy pomoce mobilnej aplikacji Adobe Lightroom CC. Wszystko było super, korzystało się z niej wygodnie, choć dopiero ją oswajaliśmy. Po powrocie jednak ekran komputera odkrył przed nami coś, co na telefonach nie było dostrzegalne. Trudno powiedzieć czy to kwestia złej obróbki, eksportu pliku czy algorytmów kompresji Facebooka, ale zdjęcia które opublikowaliśmy podczas podróży, nie były takiej jakości, jakiej byśmy oczekiwali. Także zostaliśmy z wnioskami do wyciągnięcia na przyszłość.

W poszukiwaniu internetu

Kiedy wszystkie materiały były gotowe, pozostawało “już tylko” je opublikować. Pół biedy, jeśli mieliśmy zapewniony nocleg – choć połączenie WiFi bywało bardzo słabe, to jednak dało się działać. Gdy rezygnowaliśmy z takich luksusów jak łóżko, pozostawało nam szukanie sieci… wszędzie 🙂 Dosłownie. Zatrzymywaliśmy się pod przeróżnymi obiektami, które podejrzewaliśmy o posiadanie WiFi. Sieci zwykle były zabezpieczone, więc jeśli tylko się dało, prosiliśmy o udostępnienie hasła. Co jeśli się nie dało? Hm, jak to ktoś ładnie powiedział, hasło “nazwaobiektu1” to nie hasło 😉

Mając już dostęp do internetu, publikowaliśmy wszystko, co mieliśmy do pokazania na Instagramie oraz planowaliśmy publikację wpisów na Facebooku (czasem na więcej niż jeden dzień do przodu).

Z internetu najczęściej korzystaliśmy na stacjach benzynowych. Do końca podróży nie udało nam się znaleźć kryterium, które mogłoby sugerować, czy dana stacja ma WiFi czy nie. Zdarzało się, że duże sieciówki o WiFi nie słyszały, a kilkaset kilometrów dalej, przy wiejskiej drodze, stacja na której nigdy nie odważyłbym się zatankować, miała świetnie działający internet. Taka bałkańska zabawa w podchody 😉

Lista publikacji

W tym miejscu zgromadzone są wszystkie publikacje związane z podróżą po Bałkanach. Znajdziecie tu zarówno nasze Facebookowe i Instagramowe relacje, jak i artykuły, które powstały już po powrocie. Lista ta jest na bieżąco aktualizowana.

🆕 [NOWY WPIS] Wstęp do bałkańskiego roadtripu 🚥 Czujecie klimat Bałkanów? 🤔 Jeśli jeszcze nie, to wkrótce poczujecie 😉...

Opublikowany przez Takeyourway Czwartek, 13 września 2018

Grzesiek Boczar

Programista, który lubi ludzi. Człowiek od planowania podróży i wyszukiwania wyjątkowych miejsc, o których nie piszą w przewodnikach.

Wszystkie wpisy od Grzesiek Boczar
8 komentarzy
  • Jeeejku, jakie backstory, ekstra! 🙂 Czekam bardzo mocno na kolejne wpisy, bo marzy mi się trip po Bałkanach, autem właśnie. Ale szok ile kilometrów zrobiliście, to ponad połowa mojego rocznego przebiegu 😉 Trzymajcie się 🙂

    PS. macie strasznie trudne (nielogiczne) captche.

    • Dzięki Daniel! 🙂 Kolejne artykuły już powoli dojrzewają. O czym najbardziej chciałbyś poczytać? 🙂 Jeśli myślisz o tripie przez Bałkany, to będziemy mieć coś jeszcze, co może Ci się przydać, ale… na to potrzebujemy jeszcze trochę czasu – damy znać 😉

      O, dzięki wielkie za informację o captchy – nawet nie miałem świadomości bo, ze względu na uprawnienia konta, mi się nie pokazuje. Ogarnę to w najbliższych dniach 🙂

      • Poza historiami i widokami, bardzo mnie interesuje w jaki sposób znajdowaliście miejsca do spania na dziko (poza pewnie czasochłonnym researchem w internecie przed wyjazdem?), ogólnie plusy i minusy takiego rozwiązania 🙂 Jak wasze auto dało radę? Może dość błaha z pozoru myśl, ale mam u siebie np. obniżone zawieszenie i płaski profil opony – wydaje mi się to problemem przy takiej wycieczce 😉 Na story widziałem jak walczyliście na jednej drodze 😀

        A no i nie ma sprawy z tymi captchami 🙂

        • Dzięki za pomysły! 😉 Na każdy z tych tematów mamy spoooro do opowiedzenia, więc chętnie się podzielimy doświadczeniami 🙂 Może dodatkowo uratujemy kogoś przed popełnieniem części naszych błędów 😀 Tutaj, tak w skrócie, powiem Ci, że obniżone zawieszenie i niski profil opony nie są stanowczo sprzymierzeńcami 😉 Mogą uniemożliwić dotarcie w te trudniej dostępne miejsca ale poza tym nie powinny sprawiać problemu.

          Jeśli coś było na storiesach, to musiało nie być dramatu – na tych najgorszych drogach byliśmy tak przejęci wizją rozwalenia samochodu, że nie myśleliśmy o nagrywaniu 😀

  • Aleksandra Bohojło / Esencja 16 września 2018 at 15:16

    Ależ kompendium. Muszę sobie urządzić jakiś czytelniczy wieczór z Twoim blogiem, bo jest tu dużo rzeczy, które mnie interesują. Do Bałkanów również mam dużą słabość.

  • Świetna historia! Od jakiegoś czasu marzę o takiej wyprawie samochodowej (niekoniecznie Bałkany, chociaż jestem zakochana w Chorwacji). Może wreszcie się zmobilizuję 🙂

    • Hej Paula 🙂 Super! Przy takim roadtripie czasem planowany kierunek jest drugorzędny, w końcu jak tylko będziesz mieć ochotę, możesz zawrócić i pojechać w dowolne inne miejsce. I to chyba jest najpiękniejsze 🙂

      Dla nas to była pierwsza taka wyprawa samochodem ale na pewno nie ostatnia – swoboda uzależnia 😉

Napisz komentarz

Grzesiek Boczar

Programista, który lubi ludzi. Człowiek od planowania podróży i wyszukiwania wyjątkowych miejsc, o których nie piszą w przewodnikach.

Wszystkie wpisy od Grzesiek Boczar