Czym zaskakuje Bazylea?

Dworzec kolejowy - Bazylea, Szwajcaria

Czym zaskakuje Bazylea?

1920 1080 Grzesiek Boczar

Bazylea nie jest największym ani najpopularniejszym miastem Szwajcarii. Nie ma dostępu do morza ani pięknych, górskich widoków. Nie jest mekką turystów z całego świata. W Bazylei żyje się inaczej, spokojniej.

Bazylea słynie z umiłowania sztuki, rozwiniętego przemysłu farmaceutycznego oraz, ze względu na swoje położenie, wielokulturowości. Raz do roku, na artystyczną duszę miasta kierują się oczy całego świata, ze względu na międzynarodowe targi sztuki Art Basel. Nie ma co się jednak oszukiwać – Bazylea nie jest tak spektakularna, jak wiele innych europejskich metropolii. Ma jednak swoją wyjątkową tożsamość. Warto zaszyć się w miejskich uliczkach i spojrzeć prosto w jej serducho. Nawet nie będąc pasjonatem sztuki. Bazylea jest mniej oczywista, wymaga więcej obserwacji i uwagi, ale jeśli już ją otrzyma, potrafi się za to odwdzięczyć. Co zatem dostrzegliśmy i czym nas zaskoczyła?

1. Lądowanie we Francji

Nikt dziś nie oczekuje, że samolot wyląduje w ścisłym centrum miasta. Zwłaszcza ten z niskokosztowych linii 😉 Standardem jest również, że port lotniczy nawet nie znajduje się w mieście, którego nazwę nosi, a każdego podróżującego czeka jeszcze kilkudziesięciokilometrowa wycieczka do centrum, jak choćby w przypadku lotniska Barcelona – Girona. Bazylea wyróżnia się w tej materii. Dojazd komunikacją publiczną do centrum miasta zajmuje nie więcej niż kilkanaście minut. Nietypowe? Nie aż tak bardzo jak fakt, że to lotnisko nie leży nawet na terenie Szwajcarii.

Lotnisko w Bazylei, a w zasadzie port lotniczy EuroAirport Bazylea-Miluza-Fryburg znajduje się we francuskim Saint-Luis, na styku granic Francji, Niemiec i Szwajcarii, a od samej Bazylei oddalony jest o blisko 4 km. Opuszczając halę przylotów należy obrać właściwy kierunek i udać się na szwajcarskie lub francuskie wyjście z lotniska.

2. Woda pitna dla każdego

Szwajcaria słynie z wysokich standardów dotyczących jakości wody. To jeden z jej znaków rozpoznawczych. Tym samym, człowiek pijący wodę bezpośrednio z rzeki lub nawet miejskiej fontanny, nie musi być szalony, lecz po prostu spragniony 😉 Woda pitna płynie również z kranów i smakuje jak źródlana. Nic więc dziwnego, że Szwajcarzy stawiają na nią, zamiast importowanych z innych części świata wód butelkowych.

Picie wody z kranu lub źródeł naturalnych ma jeszcze jedną, zasadniczą zaletę. To wielka oszczędność finansowa! Zarabiając w złotówkach, szwajcarskie ceny budzą respekt 😉

3. Pieszy jest święty

W Krakowie, który był naszym domem od urodzenia, mamy to szczęście, że na drogach panuje dość wysoka kultura jazdy. Nawet w skali całego kraju. Jest to odczuwalne podczas jazdy w korku, włączania się do ruchu lub, z punktu widzenia osoby niezmotoryzowanej, stojąc przed przejściem dla pieszych. Są oczywiście niechlubne wyjątki od reguły, ale zasadniczo kierowcy i piesi żyją ze sobą w zgodzie. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy, jak to się robi w Bazylei.

Pieszy może wszystko. Może przejść przez jezdnię kiedy i gdzie mu się tylko podoba. Kierowcy są na to przygotowani i trzymają się ograniczeń prędkości, mimo iż duża część samochodów poruszających się po drogach Bazylei to maszyny, które aż same proszą o to, żeby nieco docisnąć gaz 😉

Czerwone światło na przejściu dla pieszych również nie jest przeszkodą. Trzeba to tylko robić z głową i nie sprawiać zagrożenia w ruchu drogowym. Byliśmy świadkami sytuacji, w której dwie dziewczyny śpiesząc się na autobus, przebiegły przez ulicę na czerwonym świetle tuż przed maską policyjnego samochodu. Co zrobili panowie policjanci? Pojechali dalej.

Szczęki z podłogi zbieraliśmy jednak w innym momencie. Pozwólcie, że nakreślę scenę. Duża, dość ruchliwa droga z torowiskiem tramwajowym pośrodku. Chodnik po prawej stronie oraz przylegająca do niego część drogi były w remoncie. Typowa sytuacja z serii “przejście drugą ulicy stroną” (taki poetycki znak stał swego czasu przy ul. Długiej w Krakowie, widzieliście go?) 😉 Na scenie pojawił się bohater w osobie pewnej pani, która niezrażona remontem postanowiła jednak trzymać się swojej ulubionej strony drogi i kontynuowała spacer torowiskiem tramwajowym. Tu powinienem napisać, że sielanka skończyła się, gdy nadjechał tramwaj, z tym że… tramwaj zwolnił kilka metrów przed naszą bohaterką i jechał jej tempem przez kolejne kilkaset metrów! Bez sygnałów dźwiękowych, bez zniecierpliwienia na twarzy motorniczego. Remontowany fragment się skończył, pani przeniosła się na chodnik, a tramwaj pojechał dalej. Tak po prostu.

4. Jak w szwajcarskim zegarku

Punktualność i porządek organizacyjny są tym, co od razu rzuca się w oczy podczas pobytu w Bazylei. Komunikacja publiczna jest bardzo dobrze zaplanowana i naprawdę można na niej polegać. Zaskakujące, że Helwetom udaje się utrzymać takie standardy w połączeniu ze spokojem, jak w opisanej wyżej historyjce ze “spacerowym” tramwajem.

Lekkim chichotem losu okazało się oczekiwanie na przystanku Bankverein. Akurat tam, wyglądając tramwaju nr 15 zabrałem się za zachwalanie niezawodności i punktualności szwajcarskiego transportu publicznego. W nagrodę za pochwały otrzymaliśmy blisko 30 minut stania w deszczu, ponieważ akurat niedaleko przebiegała trasa manifestacji, przez co na pewien czas tramwaje zostały przekierowane i omijały nasz przystanek.

Dla szwajcarów kolejny plus za organizację (ruch odbywał się płynnie, bez korków, tylko inną trasą). Dla nas dodatkowe atrakcje w postaci widoku różnokolorowych świec dymnych oraz przemoczonych butów 😉

5. Darmowa komunikacja

Pozostając w temacie komunikacji miejskiej. Koszt korzystania z niej, jak przystało na Szwajcarię, jest dość wysoki. Choćby z tego powodu zrezygnowaliśmy z pierwotnego planu objechania całego kraju pociągami, a w zamian postanowiliśmy poświęcić swoją uwagę Bazylei.

Taka decyzja poniosła za sobą dodatkowe oszczędności. Rezerwując nocleg na terenie Bazylei, otrzymujemy voucher na darmowe poruszanie się po mieście przez cały czas pobytu. Co ciekawe jest on ważny już od samego przylotu na lotnisko, mimo że odebrać go można dopiero w hotelu. W razie kontroli na trasie z lotniska, wystarczy pokazać wydrukowane potwierdzenie rezerwacji pokoju, które na ten moment zastąpi hotelowy voucher.

6. Bezpieczeństwo

Według badań przeprowadzonych przez UL (dawniej Underwriters Laboratories), zgodnie z danymi za rok 2017, Szwajcaria uplasowała się pod koniec pierwszej dziesiątki najbezpieczniejszych krajów świata. Czy statystyka idzie w parze z rzeczywistym poziomem bezpieczeństwa? Myślę, że mogę pokusić się o głośne i wyraźne “tak”.

Subiektywne poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne. W końcu to od niego w dużej mierze zależy, czy będziemy się czuć swobodnie w odwiedzanym mieście. Potrafi ono być jednak złudne – przebywając w nowym miejscu przez tylko kilka dni, można mieć po prostu szczęście i nie ucierpieć nawet w najmniej przyjemnej dzielnicy. Bardziej miarodajną skalą wydaje się być obserwacja zachowań i przyzwyczajeń mieszkańców, którzy wiedzą najlepiej, co w trawie piszczy lub kto czycha w zaułku 😉

W Bazylei jest dużo rowerów. Przy domach i blokach stawiane są nawet specjalne wiaty, pełniące rolę parkingu dla jednośladów. Co ciekawe, rowery te często nie są niczym przypięte. Taką sytuację można zaobserwować również w samym centrum miasta, gdzie właściciel pozostawia swój środek transportu oparty o ścianę budynku lub stojak. Bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń. W porównaniu do naszych realiów jest to dość wyjątkowe i kreuje głowie wizerunek bezpiecznego miasta z wysokim poziomem zaufania społecznego.

W promieniach sobotniego słońca, na podkrakowskiej łące robiliśmy ostatnie szlify 🔥 nowego wpisu 🔥. Nadszedł czas, żeby...

Opublikowany przez Takeyourway Sobota, 9 czerwca 2018

I właśnie taką Bazyleę zapamiętamy. Bezpieczną i przyjazną, w której czas płynie własnym, spokojnym tempem, aż do tego stopnia, że zachęca aby samemu nieco zwolnić. Stanowczo, nie oddziałuje na człowieka jak typowe, duże europejskie miasto 😉 Nam dostarczyła więcej, niż się po niej spodziewaliśmy. Może Was zaskoczyła czymś jeszcze? 🙂

To pierwszy wpis dotyczący naszej krótkiej, marcowej ucieczki do Szwajcarii. Już wkrótce opiszemy koszty całej podróży, a także, aby nie popaść w szwajcarską monotonię, podzielimy się z Wami, jak to robimy, że w zasadzie nie płacimy za loty.

Brzmi dobrze? Dołączcie do nas na Facebooku żeby nie przegapić nowych wpisów. Nasz sposób patrzenia na świat możecie natomiast zobaczyć, i to dosłownie, na Instagramie Takeyourway 😉

Grzesiek Boczar

Programista, który lubi ludzi. Człowiek od planowania podróży i wyszukiwania wyjątkowych miejsc, o których nie piszą w przewodnikach.

Wszystkie wpisy od Grzesiek Boczar
6 komentarzy
  • Eh gdyby tak w Polsce też można było tak ufać innym ludziom… To jednak chyba nie mieści się w naszej mentalności i wychowaniu rodem z komuny. Jak coś stoi luzem to znaczy, że do wzięcia…

    • Grzesiek Boczar 10 czerwca 2018 at 16:17

      Niestety, brakuje nam trochę do osiągnięcia szwajcarskiego poziomu bezpieczeństwa i zaufania. Tym bardziej warto pokazywać, że można inaczej 🙂

  • Świetnie opisane! Lubię takie smaczki. Bardzo bym chciała wybrać się do Szwajcarii – mam nadzieję, że uda mi się tenże zamysł zrealizować. Pozdrawiam!

    • Grzesiek Boczar 10 czerwca 2018 at 16:24

      Dzięki serdeczne 🙂 Trzymam mocno kciuki! Niedługo pojawi się wpis o kosztach naszego szwajcarskiego wyjazdu. Mam nadzieję, że Ci się przyda do realizacji planu 🙂

  • Szczerze powiedziawszy nigdy nawet nie rozważałem Szwajcarii jako kierunku wycieczki. Po tym artykule wszystko się zmieniło 😀

    • Bartosz, fajnie to słyszeć 🙂 My w sumie sami nie uważaliśmy tego kierunku jako coś wymarzonego. Był moment, że planowaliśmy zrezygnować z wycieczki. Sama Bazylea na pierwszy rzut oka nie różni się od innych kierunków wybieranych na europejskie citybreaki. Jednak w podróżach najlepsze są refleksje i pisząc ten tekst znaleźliśmy kilka perełek, którymi Bazylea nas zaskoczyła. Mam nadzieję, że jak wybierzesz się do Szwajcarii, to podzielisz się z nami swoimi przemyśleniami. Bardzo jestem ciekawa, czy jest coś wyjątkowego, na co nie zwróciliśmy uwagi 😉

Napisz komentarz

Grzesiek Boczar

Programista, który lubi ludzi. Człowiek od planowania podróży i wyszukiwania wyjątkowych miejsc, o których nie piszą w przewodnikach.

Wszystkie wpisy od Grzesiek Boczar